Strona główna arrow Z kart historii
Z kart historii _CMN_PDF_ALT Drukuj _CMN_EMAIL_ALT

        Straż Miejska w Jeleniej Górze nie jest instytucją nową. Już w XVI wieku zajmowała się pilnowaniem porządku w mieście oraz stała na straży praw wprowadzonych przez Radę Miejską i ławę sądową. Była także wykonawcą ich zarządzeń. Zakres obowiązków Straży Miejskiej w tamtym okresie określały statuty miejskie wprowadzone w życie w 1572r. przez Radę Miejską na wniosek proboszcza parafii jeleniogórskiej Baltazara Thilesiusa, które były wydane w formie ordunku policyjnego i zakresem swym obejmowały 59 artykułów. Główne z nich dotyczyły spraw dyscypliny kościelnej, obowiązków religijnych, współżycia małżeńskiego oraz dziedziczenia majątku. Zawieranie małżeństw z obcymi bez wiedzy i zgody Rady Miejskiej było przykładowo nielegalne, a kto chciał wydać córkę za przybysza płacił 10 kop groszy kary. Uroczystości weselne musiały odbywać się za wiedzą i przy udziale burmistrza, bez pijaństwa, a wszelkie imprezy taneczne poza ratuszem i bez wiedzy burmistrza były zakazane, podobnie jak używanie przy tych imprezach pochodni i latarń.

        Osobne przepisy i artykuły dotyczyły spraw rzemiosła i pracy zarobkowej. I tak, na przykład, rzemieślnicy obowiązani byli pracować od rana do wieczora, unikać tzw. dobrych poniedziałków, a bez wiedzy Rady Miejskiej nie wolno im był zmieniać pracy. Inny artykuł zabraniał rzemieślnikom odstępowania od przyjętych, dziennych zarobków. Kto nie chciał pracować za ustaloną opłatą, mógł szukać innej pracy. Jeśli rzemieślnik pracujący w mieście żądał więcej od ustalonego wynagrodzenia, narażał się na spotkanie ze Strażą Miejską, która mogła wymierzyć mu karę 8 dni aresztu, albo kopy groszy. Karany był również pracodawca, który płacił więcej. Tkacze również nie mieli życia "utkanego" różami. Tkaczom płótna nie wolno było równocześnie tkać wełny, zaś czeladnikom krawieckim nie wolno było przyjmować pracy u krawców miejskich...chyba, że chcieliby szyć więzienne wdzianka, co w takim wypadku mogła im zapewnić Straż Miejska wraz z chlebem, wodą i widokiem z basztowego aresztu.

        Przemiał i kupno mąki zostały również określone przepisami. Bez pozwolenia Rady Miejskiej nie wolno było nikomu mleć i kupować mąki gdzie indziej, jak tylko w trzech młynach miejskich: Górnym, Dolnym i Nowym,- pod karą 16 groszy od szefla i utratą mąki.

        Inne jeszcze artykuły dotyczyły spraw handlu lokalnego. Drobny, pokątny handel bez wiedzy Rady Miejskiej był zakazany, a karę płacił, żeby było uczciwie, zarówno sprzedawca, jak i kupujący. Ostro karano posługiwanie się fałszywą wagą i miarą, a jako że kasy fiskalne wymyślono dopiero czterysta lat później, Straż Miejska w tym względzie miała co robić. Handlować można było tylko w wyznaczonych miejscach sprzedaży, koło bram miejskich i na wyznaczonym placu. Jednym słowem dzisiejsi dystrybutorzy kaset magnetofonowych i cinkciarze wówczas nie mieliby szans. Ponadto obowiązywał zakaz handlu w dni świąteczne, nie wolno było pozostawiać wozów na targu, a poza ustaloną godziną poruszać się po mieście bez latarni.

        Nieco "ciemne" i wiejące chłodem były to czasy, więc wiele uwagi poświęcano sprawie ognia i zagrożenia pożarowego. Do pomieszczeń zagrożonych pożarem nie wolno było wchodzić z latarnią nawet we własnym domu. Jeden z artykułów mówił, że jeśli gospodarz stłumi ogień powstały
w jego domu przed wszczęciem alarmu ogniowego, nie podlega karze, ale jeśli uczyni to już po ogłoszeniu alarmu, zapłacić musi 10 kop groszy, a zależnie od okoliczności podlega karze więzienia.

        Osobne zarządzenie i przepisy ograniczały wyszynk piwa i wina. I choć do powstania Ustawy antyalkoholowej miało upłynąć ileś tam set lat, to ówczesne przepisy wcale nie były bardziej liberalne. Nie wolno było sprzedawać piwa przed bramami miasta, lecz tylko w wyznaczonych miejscach. Z uderzeniem dzwonu piwnego nie wolno było usługiwać gościom ( oj, przydałby się nam obecnie taki dzwon...) Natomiast sprzedaż obcych trunków mogła się odbywać za wiedzą i zgodą Rady.

        Jeśli ktoś pecha miał tego i w związek małżeński wstępować musiał, to był zobowiązany baczyć, by w uroczystościach weselnych uczestniczyli jedynie zaproszeni uprzednio goście, bowiem tylko takim było wolno. Wszelkie bójki połączone z szarpaniem za włosy, rzucaniem wiadrami czy grożeniem nożem, kończyły się aresztem i karą pieniężną. Wszczynanie bójek w gospodzie, winiarni czy na tańcach, a nawet posiadanie przy sobie w piwiarni broni lub sztyletu było karane, podobnie jak i wszelkie zakłócanie porządku publicznego. Wszelka obraza Rady Miejskiej czy radnego pociągała za sobą karę 8 dni wieży i 10 kop groszy. Kto nie mógł zapłacić kary, był zamykany na 4 tygodnie do wieży.

        Bez wiedzy burmistrza nie wolno było nikogo powoływać przed sąd. Kto zaś nie stawił się przed sądem na wezwanie, podlegał karze jednego florena złotego.

        Jeśli zaś chodzi o ówczesnych biznesmenów mających skłonności do tworzenia spółek z obcym kapitałem, to w szesnastowiecznej Jeleniej Górze szukać nie mieli czego, bowiem nie wolno było nikomu zaciągać długu w Czechach i to pod groźbą utraty obywatelstwa miejskiego.

        Jak wynika z przeglądu obowiązujących pod sankcją karną przepisów, wszystkie w zasadzie dziedziny życia gospodarczego i kulturalnego podlegały jurysdykcji Sądu i Radzie Miejskiej. Organem wykonawczym powyższych przepisów była Straż Miejska.

        Jakby ich było mało, to do obowiązków Straży Miejskiej należało także pilnowanie murów miasta oraz nadzór nad funkcjonowaniem bram miejskich. O powyższej działalności dowiadujemy się z umowy dzierżawnej z 1742r., dotyczącej czasu zamykania bram miejskich, zawartej między burmistrzem i Radą Miasta z jednej strony, a wachmistrzem miejskim z drugiej, która mówi, że Bramę Długą zamykano o godz.22.oo, Bramę Wojanowską o 23.oo, a o północy zamykana była jako ostatnia Brama Zamkowa; aczkolwiek możliwe było ich przekroczenie sprzężajnie lub pieszo, jednak po uiszczeniu specjalnej opłaty. W czasach tzw. powszechnego niepokoju, (wówczas, w odróżnieniu od dnia dzisiejszego, takie "czasy" występowały sporadycznie, także nawet je odnotowywano), w roku 1810 władze miejskie nakazały wzmocnić wachty nocne przy bramach wjazdowych, w związku z czym Bramy Długa i Wojanowska zamykane były na całą noc, a Bramę Zamkową, jako jedyną możliwą do przekroczenia w nocy, strzegło sześciu Strażników Miejskich. Jako ciekawostkę można zanotować fakt, że dopiero pod koniec XIXw. zostały zniesione stanowiska strażników wieżowych, których głównym dotychczasowym zadaniem było pilnowanie miasta przed najazdem wroga, gdyż w 1889r. zakres ich czynności uległ zmianie, a ich główną funkcją było ostrzeganie przed niebezpieczeństwem pożarów.

        Przyglądając się pracy naszych kolegów sprzed czterystu lat, nieuchronnie nasuwa się pytanie, czy w owych czasach praca Strażnika Miejskiego była łatwiejsza, czy trudniejsza od obecnej ?

        Nim jednak odpowiemy sobie na to pytanie, przyjrzyjmy się środkom, jakimi dysponowała tamta Straż Miejska i jakimi dysponuje obecna. Gdyby móc tak postawić obok siebie dwóch Strażników: jednego z XVI wieku i jednego z wieku XX, to z całą pewnością ten pierwszy robiłby większe wrażenie: mundur ze skóry i stali, hełm z kokardą, przy pasie połyskujący w słońcu sztylet, obok krótki miecz w haftowanej pochwie, sakwa na te wszystkie kopy groszy od nieposłusznych przepisom mieszczan, kajdany wielkości słoików, no i sama postura, mimowolnie przypominająca kuzyna brunatnego niedźwiedzia...A obok...Wysoki, szczupły człowiek z bladą cerą, koszulka polo z pagonami, przy pasku u spodni stalowe kajdanki, trochę gazu w małym dezodorancie, gumowe przedłużenie ręki w kształcie miecza i mandatowy bloczek...

        A tak poważnie, to można sobie wyobrazić, jakby się pracowało w XVI wieku, jeżdżąc po patrolowanym rejonie służbowym radiowozem, z krótkofalówką, mając w głowie to, czego w głowach nie mieli czterysta lat temu...Niemniej, dlatego właśnie pewnym być można, że praca Strażnika Miejskiego cztery wieki temu wcale łatwiejszą nie była. Mało tego, kto wie, czy nie była trudniejszą ?...Właśnie przez ten czterystuletni brak technicznej wiedzy. Z pewnością też nieco inne były obowiązki Strażników. Funkcjonariusze dzisiejszych Straży Miejskich mogliby się wiele nauczyć od kolegów sprzed lat...

        Pozostaje jedynie z rozrzewnieniem wspominać czasy współpracy ze Strażnikami Wieży, poniedziałkowe dni u kupców, świąteczne dni na głównym placu, wesela z udziałem burmistrza, fałszerzy fałszujących monety za pomocą młota, płóciennych tkaczy chcących tkać wełnę, jak i zakładanie blokad nie na wciąż nowsze modele samochodów, lecz na...nieprawidłowo "parkujące" konie...

Witold Łazarewicz   
 
Copyright © 2005-2017 STRAŻ MIEJSKA w Jeleniej Górze
All rights reserved - Wszelkie prawa zastrzezone
Publikowanie w mediach materialów z tej strony oraz calego serwisu, bez otrzymania zgody autora jest zabronione.

@